wtorek, 13 listopada 2018

PASTELE OLEJNE PENTEL KONTRA STAEDTLER

Nie mogłam się oprzeć, i jak w bardzo dobrze zaopatrzonym sklepie papierniczym (miejscowość liczy sobie zaledwie 7000 mieszkańców) zobaczyłam pastele olejne firmy STAEDLER seria KARAT, to musiałam je kupić. Cena trochę mniejsza niż w Polsce. 24 kolory. Większych nie było. I całe szczęście.
Kredki są sporo większe niż te PENTELA. Ale pierwsze kreski i- rozczarowanie. Nie chcą się łączyć tak, jak bym chciała. Są bardziej „kredkowe”, mniej maziste. I to mi przeszkadza. Kolejna warstwa jakby ściera poprzednią zostawiając drobiny, które brudzą. Tamte nie brudziły, Tylko jakby się łączyły ze sobą. Krycie jaśniejszymi jeszcze gorsze. Za to większe powierzchnie ładniej zamalowują, delikatne pociągnięcia wystarczą. 








 

Zaczęłam rysować oczy- i to nie to. Łączyłam  nowe pastele ze starymi. W drugim obrazku jeszcze więcej użyłam PENTELI. Chyba STAEDTLERA będę używać jako bazy, ale już szczegóły tymi poprzednimi. Oczy chłopca średnio mi się podobają. Niżej próby jak łączą się kolory w nowych pastelach.
PENTELE kosztowały jakieś 60 gr za sztukę, STAEDTLER ok. 2 zł. I tymi pierwszymi lepiej mi się rysuje. Ale spróbowałam i wiem, co lubię. Jeśli trafię na sklep, gdzie można pojedyncze kolory kupić na sztuki, to innych firm spróbuję. Ale innych kompletów niż pastele olejne PENTEL kupować nie będę. Bo rysować zamierzam również w domu. Na początku pisałam, że na pewno tutaj się tym pobawię, a co dalej się okaże. Lubię to mazanie. Niedługo przejdę do nosa i ust, ale tutaj już całej twarzy pewnie nie zdążę- niedługo powrót do domu!




wtorek, 6 listopada 2018

CD. OCZY, I COŚ NOWEGO- STOPY

Oczy, oczy i pastele olejne.








 

Ta strona bardzo mi się spodobała:http://artystyczne-ciekawostki.blogspot.com/2015/01/pastele-olejne-pentel.html#.W9iWPR_dhdg Dużo tu informacji, ale napisanych przystępnie. Zamierzam tutaj wracać- po naukę. Już wiem, jak używać gumki chlebowej- w innych miejscach pisało po prostu, że lepiej wyciera ołówek- przez dotykanie, nie pocieranie. A tu wpis o sposobach stosowania, czyszczenia, przechowywania i różnicach- bardzo istotnych, jak się okazuje.
Tutaj też było, jak rysować stopy- właśnie zaczęłam się tego uczyć.









I jest wpis o tych pastelach, których używam. Tu są skrytykowane. Jako maziste, małe, nieprecyzyjne. Mi pasują. Ale nie mam porównania- kupiłam je przypadkiem, bo była przecena i postanowiłam spróbować. Z tym też się nie spieszyłam. Ale jak zaczęłam rysować nimi oczy- wpadłam jak śliwka w kompot- to jest to, co lubię.
I jest jakieś podobieństwo do oryginału. Jeszcze kilka i wstawię na FB w rodzinnej konwersacji z pytaniem- czyje to oczy?


poniedziałek, 5 listopada 2018

PASTELE OLEJNE PENTEL

Nie chciało mi się rysować nic konkretnego. Tak sobie mazałam najpierw ołówkiem, potem olejnymi pastelami. I zachciało mi się pokolorować jeden z nieudanych portretów uśmiechniętego chłopaczka z rodziny. Już wcześniej o tym myślałam- w końcu nadszedł czas. Bardzo mi się to podobało. Kolor otwiera tyle możliwości. Oczywiście trzeba się nim nauczyć posługiwać. Ale z tego, co wyszło jestem zadowolona. Może niekoniecznie z ostatecznego efektu, ale mazanie pastelami mi się podobało, nakręciło pozytywnie, chcę więcej. No i to chodzi. 








 

Czasem jestem zadowolona z pracy (celowo nie napisałam „efektu’, bo niekoniecznie wychodzi mi to, co chciałabym), czasem mniej, ale to fajne momenty i takie energetyczne. I to jest to!
W tej pracy wrogiem jest znużenie. Nie zmęczenie, takich zleceń jest chyba stosunkowo niewiele, gdzie jest dużo wysiłku. Ja na takie nie trafiałam. Ale ta powtarzalność, uwiązanie w cudzym domu- jedynie z dwugodzinną przerwą, kiedy można wyjść i odetchnąć inną atmosferą. Chyba, że się trafi w miejsce, które widziałam w ogłoszeniu: „Na zakupy jeździ się z córką samochodem, bo z domu wychodzi się prosto na czteropasmową jezdnię. Dom stoi samotnie”. Czyli spacery mogą być pod znakiem zapytania, a na pewno nie ma spotkań z Polkami- opiekunkami, jak tutaj. To naprawdę trzeba mieć czym zająć czas, bo można zwariować.


Dalszy ciąg „projektu oczy”- tylko w kolorze. Bardzo mi się podoba takie rysowanie. I w taki właśnie sposób- nie na gładko. Tyle, że podobieństwa do modelki jakoś brak. Ale jak malowałam akurat tę dziewczynką ołówkiem, to tez podobieństwa nie było. Patrzę na te różne oczy na kartkach- i niektóre od razu są rozpoznawalne. Inne nie. To narysowałam inną dziewczynkę, która bardziej podobna do siebie wychodziła. No i odrobinę lepiej. To ta z piwnymi oczyma. Z jednej strony fajniej mi się tak rysuje, z drugiej trudniej uchwycić to „coś” niż ołówkiem, choć tu też nie rewelacja. W obu przypadkach delikatny szkic ołówkiem, ale zakrywany jest on pastelami. I trzeba bardziej uważać, zwłaszcza z ciemnymi kolorami, bo potem tego nie da się zakryć. Ale w tutorialu dotyczącym sposobu nakładania pasteli olejnych było coś o zdrapywaniu, to spróbuję. 






 

No niestety, czarna kreska przy oku się roztarła, ale nie zniknęła- po próbie zdrapywania.



sobota, 3 listopada 2018

OCZY ZWIERCIADŁEM DUSZY- BANAŁ…JAK TĘ „DUSZĘ” NARYSOWAĆ?

Projekt- oczy. Pozbierałam ze zdjęć z FB i z laptopa oczy, które dało się powiększyć do rozmiarów jakieś 15 na 5 cm i rysuję. Są to osoby z rodziny. Nie ma tego zbyt dużo. Wiele zdjęć jest niby wyraźnych, ale szczegóły umykają. I nie widać tych cieni, które powodują, że oczy są charakterystyczne dla danej osoby. Czasem jest to za każdym razem kto inny, czasem po kilka razy to samo rysuję.








 

Jak się tym nudzę, to rysuję postaci albo dłonie. Sprawia mi to przyjemność. Jeszcze mam sporo przed sobą- to też jest fajnie. Za stopy jeszcze się nie zabrałam, za tekstury…








 

Te oczy różnie mi wychodzą. Czasem, jak patrzę, to łatwo rozpoznaję, czyje są. A niektóre nie są podobne do pierwowzoru. Kiedy już będę miała zbiór takich, z których jestem zadowolona wstawię w naszej rodzinnej konwersacji grupowej na FB i zobaczę, czy zostanie rozpoznane, do kogo należą. To będzie stres….

Powstał też kolejny portret dziecka, ale trochę starszego. Są dwie wersje, ale z obu niezbyt jestem zadowolona.











czwartek, 1 listopada 2018

PORTRET DZIEWCZYNKI

Mam jeszcze kilka wyrwanych z gazet twarzy, które miałam rysować, ale je chyba wyrzucę. Zostawię tylko te, które już zrobiłam- może za jakiś czas spróbuję jeszcze raz i porównam efekty.
A teraz sięgnęłam po zdjęcia w laptopie. Dzieci. Są trudne, choć takie śliczne i gładkie. Ale właśnie za mało w swoich twarzach mają i jak narysować taką panienkę, żeby miała swój indywidualny rys, a nie byłaby jakąkolwiek dwulatką? To moje próby.








Jak zwykle, najpierw ołówek HB,  a niżej poprawiony ołówkami miękkimi.







W sumie uważam, że nie najgorzej wyszło. Może nie rewelacja, ale pewne podobieństwo do oryginału jest...

środa, 31 października 2018

RYSOWANIE DŁONI

Dalej rysuję twarz tego mężczyzny. Przyszła też kolej na dłonie. To trudne… Znalazłam taki tutorial: http://losgrafikos.pl/jak-rysowac-dlonie/ . Podoba mi się. I próbuję.






 

Ćwiczę dłonie na przemian z portretem. Tu narysowałam go ołówkiem HB, potem  miękkim poprawię? Czy pogorszę?








To jest to „potem”.

Tutaj czas się snuje. Nazywam to „dni świstaka”, bo często w tej pracy- opieka nad osobami starszymi- każdy dzień jest do siebie podobny. O tej samej godzinie pobudka, śniadanie, te same czynności codziennie. Dobrze, że jest piękna pogoda- jak na październik to rewelacyjna. Na przerwie codziennie wychodzę, trochę się „zresetować”, potem jeszcze raz z panią na wózku. Ale to lubię, bo czas szybciej wtedy płynie. Chyba, że wybierze kierunek pod górkę (malutka miejscowość przy Jurze Szwabskiej, pagórkowata) i trochę ten jej pojazd trzeba popchać. Ale przeważnie takimi łagodniejszymi drogami chodzimy. Dużo tu ludzi spaceruje- to mi się podoba. Po drodze czasem z kimś porozmawia (na wózku jest dopiero od paru miesięcy po urazie, to główny temat pogaduszek), pogłaszcze któregoś kota- jeśli raczy podejść. Bo potrafi rozłożyć się na środku ciepłego asfaltu i dobrze mu tam.Kot oczywiście, nie moja podopieczna...
Ta praca jest ok., jeśli się trafi na ludzi, którzy są w porządku. Ja tak trafiam. Ale ta powtarzalność, długi czas spędzany z daleka od rodziny- to właśnie jest trudne. Dlatego na wyjazdy biorę ze sobą coś, co mnie zainteresuje, zajmie czas, który muszę spędzać w domu ze starszą osobą, ale niekoniecznie przy niej. To są naprawdę długie godziny, potrafią się wlec. I nauka rysowania pomaga mi je spędzić przyjemnie.
Dużo tych dłoni tu nie ma, ale zaczęłam uczyć się je rysować.


poniedziałek, 29 października 2018

PORTRET MĘŻCZYZNY I ĆWICZENIE RYSOWANIA SYLWETKI

Wybieram kolejnego modela do portretu. Mężczyzna, lekko siwiejący, z leciutkim zarostem, z półprofilu. Pierwsza próba, „zapoznanie” z twarzą nie wypada zbyt dobrze…







 

Szybkie pozy z tej strony: https://www.quickposes.com/en ciągle trenuję. Podoba mi się to bardzo. Chyba często będę tu bywać- przeniosłam link w zakładkach na początek. Jedyne, co mniej mi pasuje, to to, że wszystkie osoby na zdjęciach mają piękne figury, wyrzeźbione mięśnie (zwłaszcza panowie), brak jest modeli mniej idealnych. Ale to przecież nie problem, na stronach fotograficznych można takie znaleźć.Tylko tutaj można sobie ustawić czas rysowania.





 

sobota, 20 października 2018

KONIEC MARTWEJ NATURY, PROPORCJE CIAŁA I SZYBKIE POZY

Mam dość tej „instalacji” w moim pokoju! Czyli martwej natury. Rysuję ostatni raz i ją likwiduję. Różnica pomiędzy pierwszymi próbami a tą niewielka, ale trudno. Jest na którymś blogu post pt. „Tekstury”, poczytam, spróbuję. 




 
Twarz, którą tak lubię rysować nie wisi w powietrzu... Jest też tło, ubranie, reszta ciała. To też trzeba umieć, choć trochę. Na początek wpisałam proporcje ciała i wyskoczyło to: https://www.youtube.com/watch?v=iABNqWsHu5I
Narysowałam coś takiego. 



 

  
Dużo bardziej spodobał mi się jednak ten blog: http://losgrafikos.pl/proporcje-ciala-ludzkiego/ , jest jak dla mnie jaśniej napisany i sobie wg niego ściągawkę zrobiłam.








 

Pisze tu, żeby przećwiczyć dobrze proporcje i przejść do szybkiego malowania różnych póz, np. za pomocą tej strony:

Tak zrobiłam, tylko z pominięciem ćwiczenia proporcji- uznałam, że jedna kartka wystarczy. Strona z szybkim rysowaniem mi się podoba, ustawiłam sobie na najdłuższy czas, ale i tak miałam problemy. Oczywiście z proporcjami… Choć nie tylko. Czyli jednak wracam do tego, co proponuje autorka bloga- najpierw podstawy.







Na spacerze postanowiłam szkicować krajobraz (z tej samej ławeczki co próba pastelami olejnymi). Rewelacji nie ma. Ciekawe, czy jak za każdym razem będę to rysować (został mi miesiąc tutaj, to jeszcze parę razy tam usiądę), to efekt będzie lepszy niż to????









sobota, 13 października 2018

PORTRET NOBLISTKI

Noblistka, Nadia Murad
Kilka dni rysowałam dziewczynę, która jest teraz w świetle reflektorów. Takie ma spojrzenie tutaj, że mnie aż ściska. Trudno się dziwić. Chciałabym to oddać, szukam miejsca, gdzie to mogę zaznaczyć. W kącikach oczu, wokół ust. Rysuję kolejne rysunki różnymi ołówkami, żeby się przekonać, do czego mi najbardziej pasują. Ostatni portret znów najpierw ołówkiem HB, potem poprawiam miękkimi. Smutek jest, podobieństwa mniej. I nie ma tu jej młodzieńczości, starsza się wydaje. W kolejnej gazecie znalazłam jej zdjęcie uśmiechniętej, wesołej. Kiedyś spróbuję ją właśnie taką narysować.
Widać tu też tę moją "stałą" martwą naturę. Oprócz twarzy coś innego też robię. Efekty marne, ale ćwiczę.  Tkaniny są trudne, cień i światło- trzeba poczytać o tym. Nie bardzo mi to pasuje i rysowanie tego nie sprawia mi wielkiej przyjemności...








PASTELE OLEJNE- PIERWSZA PRÓBA

W poradnikach piszą o tym, żeby „się rozrysowywać”. Czasem to robię, czasem nie. Zapominam.
Wzięłam ze sobą pastele suche Pentel (6 kolorów) i kupione na promocji olejne (20 sztuk) tej samej firmy. Po przyjeździe pomazałam nimi trochę i stwierdziłam, że się nie różnią od kredek świecowych. Parę razy zastanawiałam się, czy w ogóle podczas tego pobytu ich użyję. I tuż po takiej myśli wbiłam w google „rysowanie pastelami”. Fajnie to wygląda. Natknęłam się na ten poradnik: https://www.youtube.com/watch?v=foqnOO5c_bo Wydał mi się trochę wydumany, z tymi kratkami, nazwami, różnymi sposobami użycia. Ale zachęcił do wyciągnięcia pasteli i mazania. Narysowałam oko i w żaden sposób nie mogłam zrobić białym kolorem tego błysku. Ale przecież w tym poradniku było o sposobie nakładania za pomocą szpachelki. Nie miałam nic pod ręką, to końcówką długopisu wydrapałam, nałożyłam i jest delikatny błysk. To jednak ten filmik ma sens. Czasem trzeba łopatologicznie. I zachciało się jednak malować coś pastelami…. Nie wydają już mi się takie, jak kredki świecowe. Nie wiem, co mi się uda, ale popróbuję.




 
Kartek z modelami, wydartych z gazet nie wyrzucam- może za jakiś czas jeszcze raz narysuję ich portrety. Ale teraz chcę zrobić kolejny. I trafiam na fajne zdjęcia (chodzi o wielkość twarzy) dwójki noblistów. Najpierw pani Murad. Ten smutek w oczach jest bezdenny. Potem może pan Mukwege- choć tu trudniej, bo i ręka, i kolor skóry- jak to narysować? Trzeba będzie jeszcze o tych walorach poczytać…
Jak dobrze, że jest komputer, internet. Nie umiem sobie wyobrazić pracy w charakterze opiekunki- 24 godziny na dobę, przez 60, albo i dłużej dni bez obecnej techniki. Siedzisz w cudzym domu, zrobisz to, co do ciebie należy. I siedzisz. Siedzisz. Koszmar. Ile można wziąć gazet, książek w walizce??? A teraz mam Gazetę Wyborczą w prenumeracie, czytnik ebooków. Z rodziną mogę porozmawiać kiedy chcę przez komórkę. I są kursy rysowania online- technika dowolna. A kiedyś? Wielki, wielki szacunek dla koleżanek sprzed ery internetu i całej tej reszty gadżetów!

Zrobiłam sobie PLENER. Na przerwie chodzę na spacery. Jest taka jedna ławeczka tuż przy lesie, gdzie rozciąga się piękny widok- pagórki, w tle góry (nie za wysokie, ale wyglądają ładnie). Wzięłam pastele, podkładkę… Wyszło coś takiego… Ciężko to skomentować, ale jeszcze do tych „kredeczek” się nie zraziłam. W domu na kartce pomazałam wszystkimi kolorami- żeby je wypróbować, do tego oko, usta. 





 

Może spróbuję najpierw ołówkiem, potem nimi pokolorować? Pewnie usłyszałabym- „tak się nie robi!”, ale nie mam zamiaru się tym przejmować. Jeśli mi się spodoba tak właśnie będę robić!




RYSUJĘ TWARZ FACETA "Z HISTORIĄ"

Kolejny model.
Facet, chyba sportowiec (wyrwany z dodatku sportowego). I ćwiczę rysowanie oczu, nosa, ust… Nos najgorzej. Jakoś nie chce przybierać odpowiedniego kształtu. Ale się okazało, że podoba mi się rysowanie poszczególnych elementów twarzy oddzielnie. I znów na koniec robię cały portret ołówkiem HB, następnego dnia poprawiam 4B.
Proporcje twarzy nie takie jak trzeba. Ale nie umiem i nie chcę zaczynać od narysowania kształtu twarzy. Ta kolejność- oczy, nos, usta i reszta pasuje mi najbardziej. Trudno narysować włosy szpakowate i tak krótkie. Poza tym ma lekki zarost na twarzy- jak to zrobić, żeby jako po ospie nie wyglądało?








Kilka dni nie brałam się za martwą naturę. W końcu znów z nią ruszyłam. Nie chce mi się mierzyć ołówkiem poszczególnych elementów. Pewnie gdybym to robiła, to lepiej wychodziłyby proporcje leżącego pojemnika, ale trudno. Nie bardzo łapię też fałdy na materiale, ale w końcu coś z lekka zaczęło wychodzić. Wprawdzie tu wygląda raczej jak blacha falista, ale chce mi się to malować w końcu. Tak trochę, na tyle, żeby to dalej to ćwiczyć. Czasem.




piątek, 12 października 2018

RYSOWANIANIE OCZU, UST, NOSA- TRZEBA ĆWICZYĆ...

Martwą naturę, walor, linie, perspektywę dalej męczę.

Poradników rysowania jest dużo. I przy portretach czytam- jak narysować oko, nos, usta- np. tutaj: http://ilojleen.blogspot.com/2014/10/jak-narysowac-oczy-na-podstawie-oczu.html . Włosy na razie tylko zaznaczam.
Te rysunki powstają szybko dosyć. Kreski są trochę nerwowe. Zawsze miałam problemy z pisaniem, wykonywaniem powtarzalnych czynności. Moje dzieci mają zdiagnozowaną dysgrafię. W poradni pokazywałam jak ja piszę- od razu padało zdanie, że mają po kim to dziedziczyć. Ale kiedyś uważano, że trzeba się po prostu postarać. Na samą myśl o tym zdaniu „jak się postarasz- wyraźniej napiszesz” mnie skręca. Nic tak mnie nie wkurzało, jak to stwierdzenie. Im bardziej się starałam, tym gorzej mi wychodziło. Ciężko opisać komuś to uczucie, kiedy ręka nie słucha. Podpis w banku to zawsze stres. Dlatego te wszystkie opisywane w poradnikach pokrywane równiutko powierzchnie nie dla mnie. Na samą myśl o nich coś  mi się robi, jak na myśl o ładnym pisaniu. To rysuję właśnie tak, jak pisze w poradnikach, żeby nie robić. Trudno, mam się tym bawić i już.

Jako rozrysowanie robię tę nieszczęsną perspektywę dwuzbiegową. I walor. To lubię. Czasem martwą naturę (jako, że mi nie wychodzi powinnam więcej jej malować, ale mi się nie chce, jej nie lubię). Zmieniłam modelkę. Ta jest z jakiejś gazety z programem. Twarz wygładzona, jakby plastikowa trochę. Ale może łatwiej będzie, bo z tamtą miałam problem z ustami- jak u Jokera wychodziły. 


 
Włosy leżały odłogiem, to w końcu obejrzałam jak je rysować tutaj: http://narysuj.com/podstrony/tutorial4wlosy.html . Tego bloga zamierzam jeszcze poczytać.
I postanowiłam narysować portret dziewczyny najpierw ołówkiem HB (do tej pory go nie używałam) i zmierzyć się z włosami. Lewe oko było chyba lepsze, ale chciałam coś poprawić i użyłam gumki. Efekt jest gorszy niż był przed poprawianiem. No i te włosy. Wymagają i umiejętności i cierpliwości. Obie te rzeczy ćwiczę. Sama jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. Jestem tu- przy Jurze Szwabskiej dwa i pół tygodnia. Jeszcze ponad pięć przede mną. Na pewno tyle czasu będę rysować. Co potem? Nie wiem. Co mi się zechce. Na razie to mi się podoba. To efekt dzisiejszej pracy- ubranie robiłam ołówkiem B2, resztę HB. Jutro poprawię którymś z B, albo kilkoma. Ciekawe- będzie lepiej, czy gorzej?


 
Maluję najpierw oczy- tak było kiedyś i teraz- inaczej nie umiem. Wiem, proporcje twarzy, itd. Na kartce ciężko to zaplanować, gdy zaczyna się od małego elementu. Cóż, kartkę można przyciąć, byle modelka się zmieściła. Tego nie mam zamiaru zmieniać.
Ale skoro „tylko krowa nie zmienia poglądów” to doszłam do wniosku, że jednak chcę ćwiczyć rysowanie oddzielnie oczu, ust, nosa... W poradnikach tak właśnie pisze, ale mi się nie chciało. Jednak popatrzyłam  portrety i stwierdziłam, że potrenować trzeba. Co do nosa- czytałam ten poradnik: http://ilojleen.blogspot.com/2012/06/jak-narysowac-nos.html . I chyba go parę razy jeszcze poczytam. Resztę tutoriali też, choć niekoniecznie się do nich zastosuję.



 
Poprawiłam miękkim ołówkiem. Nawet mi się ten portret podoba, chyba go sobie zachowam, bo resztę kartek wyrzucam. 

 

RYSOWAĆ JAK....

W międzyczasie zaczęłam rysować twarz kobiety. Ciężko tu o dobre zdjęcie (z pamięci nie umiem, z natury nie mam kogo)- przeglądałam gazety i znalazłam. To pierwszy od prawie 30 lat rysunek twarzy. Jestem z siebie dumna. Głównie z tego powodu, że zaczęłam rysować.
Nie trzymam się sztywno zasad, ram czasowych, ustaleń- nawet sama ze sobą. 


 
Rysuję też martwą naturę (skoro już ten kurs przerabiam), ale postępów nie widzę.




 

Na twarz kobiety popatrzyłam i pomyślałam, że nie ma w oczach i ustach tego, co chciałabym, żeby było. A potem z siebie zaczęłam się śmiać- rzeczywiście- zaczęłam rysować po trzydziestu latach, wcześniej też wielkich osiągnięć nie miałam i chcę malować jak Picasso … Dlaczego on? A dlaczego nie? W poradnikach rysowania piszą, żeby się inspirować ulubionym malarzem. Krótko po tym, jak przestałam sama coś robić byłam w Paryżu w Muzeum Picassa. Schowane takie trochę było, ale opłacało się szukać. Pamiętam kilka obrazów i zdjęć. Jedno to samego artysty- ogląda korridę. Z tłumu widzów wyróżnia się on i małe dziecko- mają takie samo intensywne spojrzenie, jakby byli nie tylko na widowni, ale również na arenie. Inne osoby wokół tego nie mają. Inne fotografie wisiały obok dzieł, które je przedstawiały. To było parę kresek, albo zbiór figur geometrycznych, ale widać było dzięki tym porównaniom, że oddawały istotę tego, co było głównym motywem. No to się pośmiałam z siebie, ale co dalej?



PASTELE OLEJNE PENTEL KONTRA STAEDTLER

Nie mogłam się oprzeć, i jak w bardzo dobrze zaopatrzonym sklepie papierniczym (miejscowość liczy sobie zaledwie 7000 mieszkańców) zobacz...